Miłosz Czesław "Rosja. Widzenia transoceaniczne" T. I

40,00 zł20,00 zł

Tom I. Dostojewski — nasz współczesny

Teksty wybrały Barbara Toruńczyk i Monika Wójciak
opracowała i ułożyła w tom Barbara Toruńczyk
wstępem opatrzyła Clare Cavanagh


Może urodziłem się po to, żeby przez moje usta przemówili "niewolnicy na wieczność"? [...]. Kiedy, jak powiada mój przyjaciel, stanę przed Zeusem, powiem mu: "Nie moja wina, że stworzyłeś mnie poetą i dałeś mi dar równoczesnego widzenia, co się dzieje w Nebrasce i w Pradze, w krajach bałtyckich i na brzegach Oceanu Lodowatego. Czułem, że jeżeli czegoś z tym darem nie zrobię, wiersze moje będą dla mnie bez smaku, a sława obmierzła. Wybacz mi". I być może Zeus wybaczy.

Wykładając Dostojewskiego, czerpałem perwersyjną przyjemność z faktu, że należę do kategorii ludzi, których specjalnie nie znosił, i nawet widziałem w tym pewną korzyść, w sensie łatwiejszego zrozumienia niektórych z jego motywów.

Czym jest to monstrum, Historyczna Konieczność, które moim współ- czesnym podcięło łydki strachem? [...] Bywają monstra, których nikt nie pokona, ścierając się z nimi oko w oko. Należy oderwać wzrok od ich spojrzenia i wniknąć w siebie...
Czesław Miłosz


"Rosja" jest zbiorem szkiców będących kontynuacją "Zniewolonego umysłu" w szerszej perspektywie czasu i obszaru geograficznego. Miłosz pisze o specyfice "rosyjskości", przejawiającej się w myśli religijnej, filozofii, literaturze, w dziele tworzenia ładu społecznego i politycznego, i o niebezpieczeństwie odrzucenia wolności indywidualnej. Jego bohaterami kieruje lęk o Rosję, chęć uchronienia jej przed chorobami ducha i umysłu cywilizacji nowoczesnej.


Istnieją jednak różne rodzaje zniewolenia. "Strach przed myśleniem na własny rachunek" - te słowa Miłosza są dzisiaj bardziej aktualne niż kiedykolwiek przedtem.
Tony Judt


Open publication

Marek Radziwon "Polacy i Rosjanie we wzajemnym zwierciadle" (dwutygodnik.pl) 

Prof. Jerzy Pomianowski i Tomas Venclova "Miłosz i Rosja" - posłuchaj
Nagranie jest zapisem spotkania o "Rosji" Czesława Miłosza, które odbyło się w siedzibie "Gazety Wyborczej" z udziałem Emila Pasierskiego, Jerzego Pomianowski, Barbary Toruńczyk, Tomasa Venclovy, Moniki Wójciak . Spotkanie prowadzili Adam Michnik i Marek Zagańczyk.


Tomas Venclova "W poszukiwaniu raju na ziemi"
"Ostatnio zaczynamy rozumieć, że Czesław Miłosz był nie tylko wielkim poetą, ale także wybitnym filozofem, historykiem idei, a może nawet teologiem. Wykładając Dostojewskiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, został także znawcą tematyki rosyjskiej, i to pierwszorzędnym. Przypomina o tym jego nowa książka, wydany przez „Zeszyty Literackie” zbiór „Rosja. Widzenia transoceaniczne”. Jest to pierwszy tom, składający się głównie z esejów o Dostojewskim i rosyjskich filozofach religijnych, Miłosz zaś pisał także o Tołstoju, Pasternaku, Mandelsztamie, Brodskim..., a wreszcie o Sołżenicynie i innych dysydentach rosyjskich, jak Siniawski albo Amalrik – będziemy musieli poczekać na tom drugi, by przeczytać te eseje w całości i odczuć ich wzajemne związki".
("Tygodnik Powszechny" 25 I 2011

Jerzy Pomianowski "Miłosz i biesy" 
"Otwiera się tę książkę w mniemaniu, że jest plonem ubocznych zajęć znakomitego poety, zmuszonego na emigracji do wykładania literatury rosyjskiej tylko dlatego, że amatorów polonistyki było tam i wtedy na lekarstwo. Zamyka się tom z uczuciem zazdrości; jej przedmiotem są kalifornijscy słuchacze wykładów; treść i tezy kursu złożyły się na większość rozdziałów "Rosji" Czesława Miłosza". 
("Gazeta Wyborcza" 15/16 I 2011

Tomasz Fiałkowski "Miłosza widzenie Rosji"
"[...] Krytyczny stosunek do Rosji i jej imperialnych tradycji łączy się u Miłosza z nieczęstym na polskim gruncie znawstwem literatury rosyjskiej i nurtujących ją idei; nie darmo jednym z jego mistrzów był Stanisław Brzozowski, namiętny czytelnik Rosjan. Stąd pomysł książki, autorstwa Moniki Wójciak, wydaje się bardzo szczęśliwy. Będzie to zresztą książka sporych rozmiarów, na razie otrzymaliśmy tom pierwszy, który nosi podtytuł „Dostojewski – nasz współczesny”. Podzielono go na trzy części – w pierwszej, stanowiącej wprowadzenie do całości, znalazły się szkice ukazujące podejście Miłosza do Rosji i miejsce tematu rosyjskiego w jego dziele. Część druga poświęcona została Dostojewskiemu widzianemu przez Miłosza, a trzecia – szeroko rozumianemu dziedzictwu myśli pisarza, polskim prorokom apokalipsy, „konieczności historycznej” i próbom uwolnienia się z jej więzów przez Sołowjowa, Rozanowa czy Szestowa. „Zamiast podsumowania” umieszczono rozmowę o Rosji, którą z Miłoszem przeprowadziła niedługo przed jego śmiercią Sylwia Frołow; rozmowa przeznaczona była dla rosyjskojęzycznego miesięcznika „Nowaja Polsza” [...]" 
("Tygodnik Powszechny" nr 45, 7 XI 2010)

Joanna Szczęsna "Czesław Miłosz, Rosja"
"Podróż przez Rosję widzianą oczyma Miłosza (a zaplanowaną przez autorki wyboru: Barbarę Toruńczyk i Monikę Wójciak) to dla czytelnika niesamowite intelektualne wyzwanie. Skoro bowiem poeta unika - jak sam podkreśla - "jednoznacznych diagnoz i ostatecznych rozstrzygnięć", trzeba samemu mierzyć się z pytaniami, gdzie tkwią źródła XX-wiecznych totalitaryzmów, czemu mimo kolejnych lekcji historii ludzkość wciąż wikła się w "historyczne konieczności" i czy wobec zagrożeń, jakie niesie współczesna cywilizacja, pozostało nam coś poza rozpaczą? No i skąd czerpać nadzieję?"
("Gazeta Wyborcza" 06 XII 2010

Adam Poprawa "Rosyjski autoportret Miłosza"

Tak niewiele trzeba było, żeby to dziecko tam zostało. Po paru dniach litościwie przygarnięte przez kogoś lub zabrane do najbliższego sierocińca. Lub ograbione, bez ciepłego płaszczyka błąkające się parę dni po okolicy i umierające z wyczerpania. Innym wariantem byłaby mroczna baśń, jeśli okolicę przebiegały stada wilków. Możliwości było zatem wiele, i wszystkie złe.

"Orsza zła stacja" - tak po wielu latach zacznie Miłosz wiersz "Trwoga-sen" (1918). Ciekawe, że tak sugestywną traumę dzieciństwa przedstawia autor niechętnie nastawiony do odczytań psychoanalitycznych. Wielokrotne pisarskie powroty do Rosji zostały uzupełnione i zróżnicowane za pomocą takiego właśnie obrazu.

A jeśli i dziś niepokoimy się, co wtedy, w 1918 r., mogło się z małym Miłoszem stać, to może też znaczyć, że okazaliśmy się jego pojętnymi czytelnikami. Odnalezienie - więc uratowanie - chłopca nie było w żaden sposób konieczne, a wszelkie negatywne rozwiązania tamtej sytuacji byłyby po prostu niekoniecznymi przypadkami. Wprawdzie w tym akurat zdarzeniu różne możliwe niekonieczności byłyby zagrożeniem, niemniej nasz retrospektywny niepokój świadczy jednak o odrzuceniu konieczności. A sprzeciw wobec konieczności pilnie Miłosz studiował u rosyjskich pisarzy.

Na początku lat 60. XX zmarł profesor wykładający w Berkeley literaturę rosyjską. Potrzebny był ktoś, kto poprowadzi kurs o Dostojewskim. Takie obrazki z zebrań nietrudno sobie wyobrazić: nikt się specjalnie nie kwapi do wzięcia czegoś nowego, ludzie spoglądają za okno lub pilnie sprawdzają coś w notatkach... Miłosz zdecydował się na ten kurs; zastrzegał się jednak po latach, że gdyby nie chodziło o Dostojewskiego, ale np. o Lwa Tołstoja, to w żadnym wypadku by się nie zgodził.

Dostojewski jest dobry na wszystko

Zaczął zatem wykładać Dostojewskiego. Miłosz, very sophisticated Russian writer Dostoevsky oraz studenci, wśród nich już wkrótce hipisi i radykałowie. Trudno uniknąć skojarzenia z Pninem ze wspaniałej powieści Nabokova: tytułowy bohater opowiada gdzieś na amerykańskiej uczelni o rosyjskiej satyrze XIX w., cytuje oryginały, które go po raz kolejny bawią, więc się śmieje, co nie wpływa dobrze na artykulację, słuchacze zaś są w stanie wyłapać co najwyżej pojedyncze słowa... Jak najdalszy jestem od powielania stereotypu o amerykańskich studentach niezdolnych zrozumieć literaturę czy historię europejską, idzie mi tylko o to, że sytuacja Miłosza tłumaczącego Dostojewskiego w Berkeley jawi się jako splot nieprzystawalności. Kulturowe i generacyjne oddzielenie wykładowcy to tylko jedna z nich. Niektórzy studenci zrozumieli zresztą lekturę w sposób wysoce osobliwy.

Pisał Miłosz w 1976: "Zaczepił mnie na campusie student i powiedział, że rok temu brał u mnie kurs o Dostojewskim i że lektura ?Biesów? zmieniła jego życie, ?bo to tak, jakby Dostojewski opisywał dzisiejszą Amerykę?. W wyniku tego student ów zarzucił studia biologii i zaczął studiować nauki społeczne. W kilka dni później znowu go zobaczyłem na campusie: rozdawał ulotki Amerykańskiej Partii Komunistycznej".

Rzecz jasna, nie o takich społecznych skutkach uprawianej dydaktyki myślał Miłosz. "Biesy" przedstawiał jako ostrzeżenie przed rewolucją. Ale też w samym podejściu autora "Widzeń nad Zatoką San Francisco" do Dostojewskiego tkwiła jeśli nie sprzeczność, to całkiem spore napięcie. Z jednej więc strony proponował interpretację historyczną, uświadamiał słuchaczom istnienie wcale złożonego kontekstu, przedstawiał dzieje inteligencji rosyjskiej XIX w. (taka metodologia była przy tym dla Miłosza kontestowaniem odczytań psychoanalitycznych). Z drugiej przecież strony ówczesne ideowe i społeczne procesy w Rosji były dlań sytuacją modelową: wielowiekowe przemiany myśli europejskiej inteligencja rosyjska przerobiła w gwałtownym skrócie, ujawniając w ten sposób, czyniąc bardziej wyrazistymi prawdopodobne efekty historii w następnych latach.

Na "Biesy" powoływały się zresztą obie strony, zarówno ci, którzy rewolucji się obawiali, jak i ci, którzy rewolucyjnego zamachu stanu w listopadzie 1917 roku dokonali. Ale to nie wszystko - "Biesy" traktował bowiem Miłosz również jako coś w rodzaju prekomentarza do późniejszych dekad wieku XX, dostrzegając podobieństwa między terrorem przedstawionym w powieści a lewackim terrorem w Europie Zachodniej sto lat później. W innym miejscu pisarz gotów jest uznać Sartre?a za bohatera Dostojewskiego.

Jeszcze w późnych latach 40., pisząc "Traktat moralny", przywoływał Miłosz rosyjskiego pisarza z niemałym dystansem: "Nad litrem z osowiałą twarzą/ Zasiedli bracia Karamazow". Owszem, sięgnięcie do bohaterów powieści Dostojewskiego jest tu narzędziem ironii, niemniej - w takim siermiężnym obrazku - chyba i powaga tego dzieła trochę traci? Zgoda, grupę Aloszy Karamazowa określał Miłosz jako harcerzy, przekonany o nikłej nośności ideowej tego wątku. Jasne, nie wykluczał czytania "Biesów" jako dzieła satyrycznego. Ba! Własną sytuację, poety polskiego wykładającego Dostojewskiego, uważał za cokolwiek zabawną (biorąc pod uwagę to, jak autor "Zbrodni i kary" przedstawiał m.in. Polaków...).

Zasadniczo jednak rosyjski pisarz był dla Miłosza sprawą arcypoważną. Można by chyba nawet zaryzykować rusycyzm i powiedzieć, że sieriozność Miłosza znalazła w dziełach Dostojewskiego świetną okazję. Pod koniec życia poeta przyzna: "Z pisarzy rosyjskich tylko jego wykładałem, bo mówiąc szczerze, tylko Dostojewski mnie interesował".

Okoliczności dydaktyczne kalifornijskiego uniwersytetu otworzyły więc nowy rozdział intelektualnej i pisarskiej biografii Miłosza. Do Dostojewskiego wracał przy różnych okazjach po wielekroć, nieraz był też o niego indagowany. Teksty o autorze "Notatek z podziemia" stały się ośrodkiem pierwszego zbioru rosyjskich szkiców Miłosza przygotowanego przez Barbarę Toruńczyk i Monikę Woźniak. "Dostojewski - nasz współczesny": taki tytuł tomu sugeruje powtórzenie Miłoszowskiej perspektywy, jego sposobu czytania i myślenia o Dostojewskim. Nie wykluczam przecież, że bardziej intrygujące jest nie samo przypomnienie szkiców i wywiadów Miłosza poświęconych Rosji, lecz ich lektura polemiczna.

Dwaj Rosjanie jak Ewangelia

Miłosz odrzuca znaną koncepcję Bachtina o - równoważnej! - wielogłosowości powieści Dostojewskiego i dąży do, by tak rzec, uspójnienia rosyjskiego pisarza. Nie poprzestaje tedy na szukaniu głosów dominujących w "Braciach Karamazow", wskazuje również na relacje łączące powieściopisarza i autora "Dziennika", innowatora powieściowej formy i głosiciela poglądów okropnie reakcyjnych.

Ustawić raz na zawsze jednego głosu Dostojewskiego się oczywiście nie da, skoro człowiek ten był sam w sobie sprzeczny, wierzył w Rosję, a do chrześcijaństwa raczej się usilnie przekonywał. Tezy zmierzające do projekcji jedności Dostojewskiego muszą więc pozostać domniemaniami, choć warto starać się o argumenty. Ta jedność Dostojewskiego stanowi zresztą kolejne podejście Miłosza do ogarnięcia wszystkiego, powracające w jego książkach.

Powiada Miłosz również i w ten sposób: "Literatura rosyjska posiada dwa utwory o sile równej niemal przypowieściom z Ewangelii, którym podobnych żadna inna literatura nie wydała. Treścią tych dwóch utworów jest człowiek wobec czystego zła. Jeden to ?Legenda o Wielkim Inkwizytorze? Dostojewskiego. Drugi to ?Przypowieść o Antychryście?, napisana w 1899 roku przez Włodzimierza Sołowjowa (...)". Naprawdę, o przykłady z innych autorów można by się spokojnie postarać, nie byłoby to rzeczą niewykonalną. Miłosz posługuje się tu retoryką, która - w wymiarze ponadstylistycznym - oznacza absolutyzowanie Dostojewskiego. Nie żebym odmawiał dziś Rosjaninowi mocy inspirującej ("Wszystko gra" Woody?ego Allena to niedawny świetny przykład). Niepokoi mnie natomiast przypisywany Dostojewskiemu rodzaj wyłączności. Miłosz przyjmuje zatem poglądy tych, którzy dzieje powieści dzielą na przed i po Dostojewskim. Kłopot w tym, że przy okazji wielkie powieści wieku następnego raczej polskiego pisarza nie obchodzą (no, pewnie poza "Czarodziejską górą"). I nie stanowi to wyłącznie sporu o estetykę powieści.

Największym problemem Miłosza jest erozja wyobraźni religijnej, bardzo intensywna w wieku XIX, której skutki okazały się szczególnie dotkliwe dla wieku XX. Niewątpliwie procesy wielorakiego osłabiania udziału religii stanowią jedno ze źródeł kilku istotnych dziś kwestii, ale czy dla XX wieku najpoważniejszym problemem okazała się erozja religijnych wyobrażeń? Może jednak ważniejsze jest to, co stało się i dzieje po niej?

Dla zapatrzonego w autora "Biesów" Miłosza modernizm ani egzystencjalizm nie są jakimiś wartymi szczególniejszej uwagi sprawami. Z egzystencjalizmem rozprawia się en passant, o modernizmie pisze trochę jedynie przy okazji Zdziechowskiego. Perspektywy Miłosza i dzisiejszego czytelnika niekoniecznie więc muszą okazać się zbieżne.

Niemniej "Rosja" pozostaje istotną książką w poznawaniu Miłosza. Edytorki przygotowały nową konfigurację dzieła pisarza, co musi odnowić jego recepcję. Interpretatorzy raz jeszcze zaczną Miłosza układać, on zaś po raz kolejny będzie się z tych konstrukcji wymykał. I jest jeszcze Rosja fascynującym autoportretem: Miłosz sięgał do Dostojewskiego, Szestowa, Bielińskiego, Rozanowa i innych po to, by przy ich pomocy nieco innymi metodami przekazać to, co jego nurtowało najbardziej.

("Gazeta Wyborcza" 28 XII 2010)